MÓJ UDZIAŁ W AKCJI „KOŚBA”

Łącznik Szarych Szeregów, Ryszard Jakubowski
Łącznik Szarych Szeregów, Ryszard Jakubowski


W ramach walki z niemieckim okupantem podejmowano różne działania. Jednym z nich była akcja „Kośba” – operacje prowadzone wiosną i latem 1944 na terenie okupowanej Polski przez oddziały Armii Krajowej. Akcja wymierzona była w niemieckich funkcjonariuszy oraz ich polskich kolaborantów, miała za zadanie eliminację najbardziej niebezpiecznych dla podziemia nazistów oraz ich pomocników. Jej nazwa wzięła się z gwarowego określenia „kośba” oznaczającego „wykaszanie kosą traw lub zboża”. 

W marcu 1944 roku skończyłem 14 lat i często byłem wysyłany jako goniec bojowy lub listonosz Poczty Leśnej do Oddziałów Partyzanckich 34 i 35 pułku piechoty, które stacjonowały w okolicach Białej Podlaskiej. Zlecano mi również inne zadania, na przykład funkcję przewodnika zamachowców wykonujących wyroki w ramach akcji „Kośba”.

Kryptonim „Akcja Kośba” kojarzony jest z serią udanych zamachów, między innymi z egzekucją SS-Oberscharführera Friedricha Pottebauma oraz Johana Flaschke. Pottebaum był szefem referatu politycznego rzeszowskiego Gestapo, a Flaschke jego tłumaczem, kolaborantem pochodzącym ze Śląska. Tę nierozłączną parę cechowały barbarzyńskie metody przesłuchań, a ich działania doprowadziły do śmierci wielu Polaków. Takie udane akcje podnosiły morale żołnierzy AK i całego społeczeństwa.

Jednak nie każda akcja kończyła się sukcesem. W 1944 roku w Białej Podlaskiej i okolicach z rozkazu Sądu Polski Podziemnej wydano ponad 20 wyroków na gestapowców, niemieckich funkcjonariuszy i polskich zdrajców, którzy współpracowali z niemieckim okupantem. Sąd wydawał wyroki na takich, którzy wyróżniali się wyraźną aktywnością i okrucieństwem. Wykonano jednak tylko połowę wyroków – pozostałe nie zostały wykonane z powodu wyjazdu skazanego z tego terenu lub nieudanej akcji.

W jednej z takich nieudanych akcji uczestniczyłem w kwietniu 1944 roku w charakterze przewodnika. Wyrok wydano na gestapowca Konstantego Bałdygę. Moim zadaniem było bezpieczne przeprowadzenie z lokalu konspiracyjnego do miejsca egzekucji zamachowca – partyzanta ps. „Blondyn”. Po wykonaniu wyroku miałem go odprowadzić do tego samego lokalu.

W dniu zamachu zameldowałem się w lokalu przy ul. Reformackiej 1, gdzie czekał na mnie ucharakteryzowany i uzbrojony w pistolet „Blondyn”. Przywitałem się z „Ciotką”- właścicielką lokalu (którą znałem doskonale) i „Blondynem”, który był zaskoczony moim młodym wiekiem. O tym, że mam doprowadzić zamachowca na miejsce egzekucji dowiedziałem się dwa dni wcześniej. Poprzedniego dnia Bałdygę pokazała mi w restauracji na pl. Wolności kobieta z wywiadu AK. Siedział przy stoliku z dwoma Niemcami, dokładnie mu się przyjrzałem. Był w mundurze, więc łatwo go było rozpoznać. Z „Blondynem” umówiłem się, że będę szedł około 20 m przed nim. W razie patrolu niemieckiego wyjdę jedną nogą na jezdnię. Wtedy „Blondyn” musi wskoczyć do bramy lub do sklepu i czekać, aż po niego przyjdę. W tym czasie kobiety z wywiadu AK śledziły Bałdygę. Przed każdą akcją najgorsze jest czekanie… Im dłużej się czeka, tym bardziej narasta napięcie. Wreszcie wpada łączniczka i melduje, że Bałdyga wyszedł z Pałacu Radziwiłła i idzie sam ulicą Warszawską w stronę pl. Wolności. Natychmiast wyskoczyliśmy na ul. Narutowicza i ul. Kraszewskiego przedostaliśmy się na ul. Warszawską. Po lewej stronie znajdował się gmach gimnazjum, w którym stacjonowała żandarmeria niemiecka. Zatrzymałem się, bo zobaczyłem Bałdygę. „Blondyn” powoli zbliżył się do mnie na 10 m. W tym czasie Bałdyga przeszedł przede mną i podążał dalej ul. Warszawską, ja szedłem 5 m za nim. Doszliśmy do Spółdzielni Rolnik, wtedy  „Blondyn” mnie wyprzedził. Na wysokości wejścia do Spółdzielni wyciągnął pistolet i strzelił do Bałdygi. Bałdyga w tym momencie wskoczył do wejścia Spółdzielni, „Blondyn” za nim, ale Bałdygę stracił z oczu. Na ulicy popłoch, ludzie wpadli w panikę. Zabrałem „Blondyna” z korytarza budynku Spółdzielni, pustymi ulicami przeszliśmy na ul. Reformacką. Szczęśliwie doprowadziłem go do lokalu „Ciotki”, gdzie czekała już na niego łączniczka. „Ciotka” wzięła od niego broń, w zamian oddała mu kenkartę. Ja się odmeldowałem.
Po jakimś czasie dowiedziałem się, że Bałdyga został jedynie postrzelony w rękę. Widziano go z ręką na temblaku. Po tym wydarzeniu awansował na stanowisko szefa kripopolizei i nadal był bardzo aktywny. Niedługo jednak cieszył się uratowanym życiem. W drugiej połowie czerwca partyzanci z OP 34 pp „Zenona” przeprowadzili akcję „Kośba” całym siedmioosobowym patrolem pod dowództwem Roberta Domańskiego „Jaracha”. Tym razem zamach się powiódł – zabito Konstantego Bałdygę i Stolarczyka – konfidenta gestapo. W drodze powrotnej, w starciu z Węgrami, zostaje ranny i dostaje się do niewoli Józef Skowron „Wieniawa”. Przekazany Niemcom zostaje rozstrzelany. Taką relację przekazał mi kolega Jerzy Kwoka „Lech”- uczestnik tego patrolu.

Akcja „Kośba” uratowała życie wielu Polakom, pokazała Niemcom, że nie są bezkarni, a także skutecznie zastraszyła współpracujących z nimi konfidentów. Zgadzam się z tym, że była potrzebna. Żołnierzy-zamachowców okrzyknięto bohaterami. Jednak każdy medal ma dwie strony – ten za bohaterstwo także… Mało kto zastanawia się, jak na psychice tych, często bardzo młodych ludzi, odbiło się wykonywanie takich wyroków. Nawet jeśli w trudnym, wojennym czasie nie mieli wątpliwości ani wyrzutów sumienia – czy nie pojawiły się one w latach późniejszych, kiedy wojenna rzeczywistość przeminęła?

Na zakończenie mam zadanie dla moich czytelników – niech to bardzo osobiste wspomnienie będzie dla Was punktem wyjścia do rozmyślań na temat trudnych wyborów, bohaterstwa i dramatu życia w czasie wojny:

Wyobraź sobie, że masz 14 lat… Otrzymujesz rozkaz doprowadzenia zamachowca do mieszkania konfidenta skazanego wyrokiem Sądu Polski Podziemnej na karę śmierci. Na miejscu drżącym głosem czytasz przerażonemu mężczyźnie wyrok zapisany na pomiętej kartce: „W imieniu Armii Krajowej skazany na karę śmierci za zdradę Ojczyzny…” Mężczyzna pada na kolana, błaga o życie. Doprowadzony przez Ciebie zamachowiec wykonuje egzekucję.
A teraz…
wyobraź sobie, że tego zabitego konfidenta doskonale znałeś – wielokrotnie bywałeś w tym mieszkaniu – z jego córką, a Twoją koleżanką ze szkolnej ławy odrabiając wspólnie lekcje. To dlatego bez wahania otworzył Ci przed chwilą drzwi. To dlatego dowódca wybrał właśnie Ciebie na przewodnika w tej akcji…


Ryszard Jakubowski „Kot”

© 2026 Konspiracja Harcerska . Powered by WordPress. Theme by Viva Themes.

Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich używanie. Więcej

Używamy ciasteczek i podobnych technologii w celu jak najlepszego dopasowania zawartości strony do potrzeb Użytkowników. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.

Close